Jestem złym człowiekiem.

Jak myślisz, definiują nas czyny czy myśli? A może to i to? Jeżeli to, czy jesteśmy dobrymi ludźmi zależy od naszych myśli to mogę pomału szykować się w podróż ku bram piekieł...


Jakiś czas temu, jeszcze przed świętami, spotkało mnie coś niecodziennego, coś, od czego zaczęły się moje dzisiejsze rozważania. Wracając z zakupów zauważyłam leżącego człowieka. Człowieka z rozwaloną, zakrwawioną głową. Leżał na jednej z głównych ulic, przy której kręciło się naprawdę dużo ludzi. Wyglądał jakby był pijany i najprawdopodobniej był, ale nie mi to oceniać. Było zimno, padał deszcz, a rana, choć już zaschnięta to nie wyglądała ciekawie...

Zacznijmy jednak od początku. Wróćmy do momentu, w którym wyszłam ze sklepu. Wyszłam i zastanowiłam się, w którą stronę iść; parkiem czy przez światła? Choć zazwyczaj bez żadnego wahania wybierałam park, to tym razem postanowiłam iść dłuższą drogą, przez światła i miasto. No i stało się... Po kilkudziesięciu krokach przeklęłam się w myślach; "K...a, mogłam jednak iść przez park". Zobaczyłam leżącego, zakrwawionego mężczyznę i pożałowałam, że znalazłam się w tym miejscu. Nie pomyślałam "Jak dobrze, że tu jestem. Muszę pomóc temu człowiekowi". Mimo wszystko pomogłam. To, że to zrobię nie ulegało żadnej wątpliwości.

Podeszłam, spróbowałam złapać z nim jakiś kontakt i gdy już wiedziałam, że to niemożliwe, wyjęłam telefon. Byłam spokojna i opanowana. Przecież doskonale wiedziałam jak to wszystko powinno wyglądać. Uczyłam się o tym w szkole! Stres pojawił się dopiero w momencie wybierania numeru. Powoli zaczęłam sobie uświadamiać jak wiele rzeczy jest przeciwko mnie. Przecież przejeżdżające auta zagłuszą rozmowę a ja nawet nie wiem na jakiej ulicy się znajduję! Jak dobrze było usłyszeć spokojny głos osoby po drugiej stronie telefonu i jej nakierowujące pytania. Dzięki temu jakoś to poszło i udało mi się wezwać pomoc.

Nie wiem jak długo ten mężczyzna leżał i ile osób przeszło obok niego obojętnie. Nie wiem również co siedziało w głowach tych ludzi i jak długo człowiek leżałby jeszcze w samym centrum naszego małego miasteczka, gdybym tamtędy nie przechodziła. Wiem tylko, że podczas tych kilkunastu minut oczekiwania na pogotowie całą sytuacją zainteresowała się tylko jedna pani, która postanowiła poczekać ze mną na przyjazd pogotowia. Te ostatnie kilka minut naprawdę dużo dla mnie znaczyły. Potrzebowałam tego, nie chciałam sama odpowiadać za zdrowie i (być może) życie tego człowieka.

Ten wpis nie ma na celu przekonywania Was, że trzeba pomagać, że nie można być obojętnym. Wiem, że wchodzą tu sami inteligentni ludzie, którzy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Ten wpis powstał, bo przeraziły mnie moje myśli, które pomału zaczynam rozumieć. To, że żałowałam tego, że znalazłam się w tym miejscu i że musiałam pomóc nie wynikało z tego, że nie chcę. Chyba chodziło o to, że boję się takich sytuacji, mdleję na widok krwi i nie lubię być w centrum uwagi. Nie nadaję się do pomocy, ale pomogłam. Chciałabym żebyście wiedzieli, że w takiej chwili mogą nas najść różne myśli; jedne złe a drugie dobre. Myślę, że ważniejsze są jednak czyny i to jak się zachowamy. A Wy jak myślicie? Co pomyślelibyście widząc pijaną osobę potrzebującą pomocy?


Melduję Gotowość

Mam na imię Marta i nie potrafię napisać nic o sobie. Nigdy nie umiałam. Co mogę powiedzieć? Jestem straszną niezdarą i niesamowicie pragnę zostać dobrą żoną i matką. W każdym wpisie zdradzam się po trochę więc jeżeli jesteś zainteresowany moją osobą to czytaj, na zdrowie ;)

16 komentarzy:

  1. Ciężki temat wybrałaś. Ja pomogłabym takiej osobie. Wierzę, że dobro wraca ;) Trudno mi powiedzieć, jakie myśli pojawiłyby się w głowie, ale życie człowieka jest ważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze trzeba pomagać, im więcej dajesz tym więcej dostajesz.

    OdpowiedzUsuń
  3. oj doskonale Cię rozumiem. Dobrze, że o tym napisałaś. Pozwoliło mi to, zrobić sobie rachunek sumienia i zastanowić się nad chęcią i koniecznością pomagania w moim wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazwyczaj pijane osoby mijam szerokim łukiem, ale piszesz że był zakrwawiony. Więc myślę, że trzeba pomóc. Przecież taki telefon na pogotowie nic nas nie kosztuje, a może komuś uratować życie.

    OdpowiedzUsuń
  5. brawo Ty, ja również spotykałem takie osoby, zazwyczaj pewnie pijane, tylko raz się zatrzymałem pomóc

    OdpowiedzUsuń
  6. Najważniejsze, że pomogłaś, tylko to naprawdę się liczy. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane ;).

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobre pytanie. Pewno starałabym się pomóc, ale czy starczyłoby mi odwagi i siły na dyskusje z pogotowiem które nie koniecznie chciałoby przyjechać? Nie mam pojęcia. Chęci są, a jakby było z realizacją? Tego możemy się dowiedzieć dopiero wtedy gdy stajemy przed wyborem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem o czym piszesz. U mnie kiedys w hotelu zostawala nasza rodaczka. Wiecej o niej : http://minioweszczescie.blogspot.ie/2015/01/o-jednej-takiej-ktora-zostawala-w-hotelu.html . Mielismy ja "wyprosic" z hotelu I do momentu pojawienia sie policji bylam twarda,a potem zalowalam, ze to ja musze to widziec, skladac zeznania itp. Nogi mi sie trzesly, jezyk platal...
    Brawo za wezwanie pomocy. Jak wazne jest byc wrazliwym na krzywde innych...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też mmam podobne myśli, a z drugiej strony NIE umiem.przejść obok obojętnie. I zaskakujace, już kilka razy zdarzyła mi się taka sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
  10. To straszne jak wielu ludzi przechodzi obojętnie, mi osobiście taka sytuacja się nie przydarzyła, ale moj mąż pomógł już dwa razy - dobrze, ze są tacy ludzie, którzy pomogą, a nie liczą, ze zrobi to ktos inny

    OdpowiedzUsuń
  11. Obojętność jest wszędzie, poraża. Raz miałam taka sytuację, bo właściwie nie wiedziałam czy leżąca kobieta jest pijana czy jest to jakaś inna choroba. Wszytsko skończyło sie pozytywnie, ale tego uczucia nie zapomnę...

    OdpowiedzUsuń
  12. Też się boję krwi i też podobnie pomogłam kiedyś pijanemu z rozwaloną głową.

    OdpowiedzUsuń
  13. hahahah ja robie to co myśle i mozesz mi wierzyć ze jestem blisko bram piekieł :D

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/04/gray-bomber-jacket.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Pomogłabym takiej osobie w taki sam sposób jak pomogłaś Ty.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Też bym pomogła - ale miałabym podobne myśli do Twoich. Bałabym się pewnie, że coś zrobię źle - i że ta osoba wcale nie będzie chciała mojej pomocy i nie będzie z niej zadowolona ( bo czasami tak też bywa, o czym się już kiedyś przekonałam). Ale pomoglabym, tak czy siak.

    OdpowiedzUsuń
  16. Na pewno miałabym takie myśli jak Ty. Zwyczajnie bym się bała. Cieszę się, że mimo tych myśli, pomogłaś. To jest, moim zdaniem, najważniejsze. Ludzie generalnie nie interesują się innymi obcymi osobami. Wydaje mi się, że ta tendencja postępuje. Ale czy ja jestem inna? Nie wiem. :(
    ~Wer

    OdpowiedzUsuń